Cieślak: Wojownik Wyglenda. Zasłużony dla żużla i … partii

niceplz
Zmiana akcjonariusza w Speedway Stali Rzeszów
30 grudnia 2015
polskizuzelpl
GKSŻ wyjaśnia: Namawia się nas do pobłażania i naginania prawa.
31 grudnia 2015
Show all

Cieślak: Wojownik Wyglenda. Zasłużony dla żużla i … partii

cieslak

Marek Cieślak przedstawia gwiazdy polskiego żużla. Dziś pisze o kopciuszku z Rybnika, wielkim wojowniku Andrzeju Wyglendzie.

Andrzej Wyglenda, rocznik 41, wielka gwiazda lat 60-tych. Wtedy jeździł najlepiej, bo już w latach 70-tych różnie z nim było.

Pierwszym nauczycielem Andrzeja był Józek Wieczorek, pomagał mu także Joachim Maj. Obaj, w tym co robili, byli bardzo skuteczni, bo jakby przeliczyć to co Wyglenda zdobył w Górniku, a potem w ROW-ie Rybnik to wyjdzie nam, że dorobek ma większy niż Antoni Woryna. A to przecież ten ostatni jest postrzegany jako wielka gwiazda. Wielu tak uważa. Ja też mówiłem o Worynie w tym stylu, bo to nasz pierwszy medalista Indywidualnych Mistrzostw Świata, w dodatku dwukrotny. Jeśli jednak spojrzymy na dorobek Andrzeja, to mimo szacunku do Antka, trzeba powiedzieć, że Woryna się do Wyglendy nie umywa. Andrzej był cztery razy mistrzem Polski (Antek tylko raz), w Drużynowych Mistrzostwach Świata zdobył 6 medali, w tym 3 złote, 2 srebrne i 1 brązowy, w Drużynowych Mistrzostwach Polski zdobył 13 medali, bo też jeździł w czasach, kiedy Rybnik lał wszystkich. Podaję te liczby po to, żeby wszyscy sobie uzmysłowili co ten mały gość, ciut wyższy ni ja, w żużlu zrobił. A to nie wszystko. Sześć razy dotarł też do finału IMŚ, ale o tym później. W 64 roku zdobył Złoty Kask, kilka razy był trzeci.

Andrzej był przeciwieństwem Antka. Jeździł inaczej, wyglądał inaczej. Antek to był elegant, miał kolorowy kombinezon, słowem gość z górnej półki. Andrzej był swojski, specjalnie nie dbał o to, jak jest ubrany, ale był niesamowicie skuteczny. Dlatego tyle zdobył. Jego jedyny minus był taki, że nie umiał jeździć w finałach mistrzostw świata. Te jego wyniki były tragiczne. Najlepsze miejsce jakie zajął to ósme we Wrocławiu. Kilka razy był piętnasty. Te wyniki absolutnie nie pokazywały jego wartości jako żużlowca, bo wielu z tych, co było przed nim, mogło mu buty czyścić. Coś mu jednak brakowało. Może nie było nikogo, kto by mu wytłumaczył, żeby ten finał potraktował jak normalne zawody. Poza tym większość finałów miał na Wembley, a w Polsce ten tor miał opinię zaczarowanego. Mówiło się, że on nie dla nas. Może więc on jechał z góry zakładając, że sobie nie poradzi. W 67 roku wygrał finał europejski we Wrocławiu, a pojechał na finał na Wembley i zajął piętnaste miejsce. Dziwne. Prawda?

Andrzej wszędzie dobrze jeździł, ale najlepiej czuł domowy tor w Rybniku. Tam nie było na niego bata. Cztery tytuły mistrza Polski zdobył na swoim torze. To było możliwe, bo Rybnik był najmocniejszy w lidze, zdobywał tytuły i w nagrodę organizował finały IMP. W jednym z tych rybnickich finałów Kostek Pociejkowicz wepchnął Andrzej w płot. W motocyklu Wyglendy złamał się podnóżek i on stracił przez to punkty. Gdyby nie to zdarzenie to pięć razy byłby mistrzem Polski.

Pamiętam mecz Rybnika w Częstochowie, kiedy byłem jeszcze 18-latkiem, w dodatku rezerwowym. Skład ROW-u wtedy był taki: Maj, Tkocz, Gryt, Woryna, Wyglenda, Peszke. Same sławy. Wówczas Włókniarz wygrał, ale reguła w tamtych latach była taka, że my walczyliśmy o utrzymanie, a oni o mistrza. Chociaż w 59 roku Włókniarz pojechał do Rybnika, wygrał mecz i został mistrzem Polski. Wtedy gwiazdami Rybnika byli Wieczorek, Tkocz i Maj, a w Częstochowie jeździli Kwoczała, Idzikowski czy Rurarz. Tamto mistrzostwo to był wybryk natury. Włókniarz wygrał zasłużenie, bo był lepszy, ale potem wszystko się posypało przez kontuzje.

Trochę z Andrzejem pojeździłem, mieliśmy kilka fajnych wyścigów. Do momentu aż doznał kontuzji kręgosłupa i zakończył karierę. To był 76 rok. Trzy lata wcześniej został, po raz ostatni, mistrzem Polski. Jak wcześniej wspomniałem naprawdę wielki był w latach 60-tych, ale i w 70-tych potrafił się zerwać z łańcucha.

Wspólnie zaliczyliśmy parę ciekawych żużlowych wycieczek. W 72 roku byliśmy razem na zawodach w Miszkolcu, gdzie ja zająłem czwartek, a on piąte, albo szóste miejsce. Razem weszliśmy do półfinału kontynentalnego w Bydgoszczy. Wtedy w Miszkolcu on mi opowiedział całą historię swoją i Antka, czyli duetu, z którym kojarzyłem ROW. Duża rywalizacja była między nimi. Antek był górą, bo lepiej umiał się sprzedać. Wyglenda robił więcej punktów w lidze, ale to Woryna był bardziej doceniany. Andrzej żalił się wtedy, że on Antkowi wiele razy pomagał w zawodach, że ciągnął go za uszy, a jednak nigdy nie został doceniony tak jak Woryna. Antek był lepszy medialnie. I w sprawach sprzętu był bardziej wymagający. W Rybniku był taki mechanik Krzyżak, to była postać historyczna. On mówił, że Antkowi co chwilę musiał wszystko rozbierać, składać, czyścić i wymieniać. Andrzej nie był tak wymagający. W połowie sezonu wymieniał tłok, cylinder, sprężyny i jechał dalej.

Nie można mieć pretensji do Woryny, że potrafił się lepiej sprzedać. Warto jednak zauważyć Andrzeja, tego kopciuszka, który zdobył wiele tytułów, a w 71 roku, wspólnie z Jurkiem Szczakielem, zdobył tytuł mistrza świata par. Jurek obstawiał płot aż deski się trzęsły jak jechał, natomiast Andrzej krawężnik i środek toru. On nie był płociarzem, a przy krawężniku jechał znakomicie i szybko. Był dobry technicznie, umiał tak motocykl na łuku ustawić, żeby nie wytracić prędkości.

Wyglenda jest jedynym żużlowcem, który był posłem na sejm. Startował z list PZPR. Zaczął w 85, skończył w 89 roku. Reprezentował jedyną słuszną siłę narodu. Nie wiem czy to mu dobrze zrobiło. Myślę, że nie. Mnie też ktoś kiedyś spytał czy bym nie chciał kandydować do władz, była propozycja startowania do samorządu częstochowskiego jako radny, ale ja powiedziałem, że każdy powinien się zajmować tym na czym się zna. Jak sportowiec jeździ na żużlu, albo rzuca oszczepem, a potem idzie do sejmu to ja nie wiem po co. Żeby być marionetką? Chociaż Andrzej opowiadał, że wiele zrobił, że był w podkomisji zajmującej się sportem. Jakby nie spojrzeć miał swój sejmowy epizod, salę poznał i na tym polu jest jedyny. Nikt poza nim nawet nie próbował.

Niekiedy się z nim widuję. Ostatnio na meczu Polska – Reszta Świata, gdzie on był menedżerem rywali. To był jedyny mecz, który Reszta Świata wygrała z Polską.

Co jeszcze? Ano tyle, że Wyglenda to był wielki, wielki wojownik i super zawodnik ze starych lat. Ja opowiadam o starych mistrzach, bo są trochę zapomniani, a to przecież wielcy żużlowcy, którzy bardzo dużo dla speedway’a zrobili. Więcej powinno się o nich mówić, pokazywać ich kariery, wspominać. Niektórzy młodzi tych starych nie znają. Wcześniej wychodziło więcej książek o żużlu to i wiedza była większa. Teraz nie ma jej skąd brać. Dla dzisiejszych żużlowców już ci co jechali 15, 20 lat temu to jest inna epoka. A co dopiero mówić o gwiazdach z lat 60-tych i 70-tych.

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube