Gollob na blogu: To Hans Nielsen nakręcił u nas modę na żużel

cugowski
ŻUŻLOWE TANGO Wolałbym, żeby nasze kluby inwestowały w Polaków
15 marca 2016
dudek2472 (2)
Speedway Best Pairs. Team Boll w natarciu!
16 marca 2016
Show all

Gollob na blogu: To Hans Nielsen nakręcił u nas modę na żużel

nielsen2794

Duński mistrz świata jest moim idolem. Jest też tym zawodnikiem, który sprawił, że Polska oszalała na punkcie żużla – pisze Tomasz Gollob na blogu na Przeglądzie Sportowym.

Na początku Nielsen był takim gościem z innego, lepszego świata. Już co prawda nie byliśmy za żelazną kurtyną, ale ciągle, bo to był początek lat 90-tych, byliśmy po tej szarej, gorszej stronie. I nagle zjawił się on. Kolorowy, niezwykły człowiek, który był mistrzem w swoim fachu. Jego kunszt był przykładem nie tylko dla mnie. On był wzorem do naśladowania dla nas wszystkich. Ja zrobiłem wiele, żeby nauczyć się startować tak jak tylko on potrafił. Oglądałem wideo z jego startami i robiłem to samo. Nie skłamię, jeśli powiem, że z pięć tysięcy razy stanąłem pod taśmą, żeby zrobić wszystko tak jak on i perfekcyjnie ruszyć spod taśmy. Układałem sylwetkę, co rusz coś poprawiałem i w końcu poszło.

Myślę, że Hans na samym początku był bardzo dobrą wizytówką żużla. Inteligentny, poukładany, kogoś takiego chciało się pokazywać i mówić „bierzcie z niego przykład”. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie on to wszystko mogło potoczyć się inaczej. On był bowiem tą iskrą, która rozpaliła ogień. Potem inni wzięli to w swoje ręce i rozwinęli. Rickardsson, Crump, Hancock i ja zrobiliśmy z dziedzictwem Nielsena to co należało zrobić. Promowaliśmy dalej i docieraliśmy do coraz szerszego kręgu odbiorców.

Nielsena traktowałem zawsze z wielkim szacunkiem. Muszę powiedzieć, że on też czuł do mnie respekt. Pamiętam, jak kiedyś chciałem kupić od niego silnik. Po zawodach ligowych w Lublinie, w których się ścigaliśmy, podszedłem do niego i mówię, żeby mi sprzedał swój silnik. On wtedy wygrał na nim wszystkie biegi, więc chciałem go mieć. Zapytałem ile to kosztuje, a on mi podał cenę dziesięć tysięcy marek. Ja na to, że płacę i biorę, ale to musi być ten silnik, na którym on pokazywał mi plecy. Tylko się uśmiechnął stwierdzając, że tego silnika to on mi nie sprzeda. Powiedział, że na tym silniku z łatwością bym go ograł.

Dziś Hans to tylko piękna historia, ale za chwilę rozpoczniemy kolejny ligowy sezon, w którym będziemy się rozkoszowali wspaniałymi akcjami i oklaskiwali swoich idoli. Wierzę, że każdy ma tego swojego Hansa Nielsena, któremu będzie bił brawo. Ja się cieszę z tego, że nasza liga doszła do tego momentu, w którym jest tak piękna i kolorowa jak ten Duńczyk, który zjawił się nad Wisłą w 1990 roku.

Źródło: Przegląd Sportowy

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube