Idea, która obroniła się sama

foto: Jarek Pabijanjarek.pabijan@wp.pltel +48 601 83 62 58
Kto kończy wiek juniora, a z kim możemy spotkać się za rok?
4 października 2017
v5WTawOkGKDYkpfrj1fH
Awizowane składy na mecz barażowy Wybrzeże – Get Well
5 października 2017
Show all

Idea, która obroniła się sama

_DSC0941

Cykl turniejów juniorskich NICE Cup 2V 2017przeszedł już do historii. Historii, która jest ciekawa i chociaż dotyczyła jazdy po płaskiej nawierzchni, miała nieco pod górkę. Więcej o innowacji, sukcesach, dolinach i zaufaniu w rozmowie z Markiem Wojaczkiem, który z ramienia GKSŻ czuwał nad projektem.

Każda historia ma jakiś początek…
– Dwa lata temu spotkałem się z Mirkiem Dudkiem który mocno promował swój pomysł silników NSF– dwuzaworówek o powiększonej objętości. Koncepcja mi się spodobała, ale wiedzieliśmy, że to nie zadziała na zasadzie – są nowe silniki, wszyscy je kupią. To nie była ewolucja, to była rewolucja. Trudno było znaleźć partnerów dla tej idei, ale Mirek przekonał Jawę do produkcji tych silników. Kiedy ta część została domknięta, doprowadziłem do spotkania z firmą NICE, bo z ich strony przyszła pozytywna odpowiedź. W ten sposób Mirek wraz ze swoją ideą podjął współpracę z Wojtkiem i firmą Nice.  Jako członek GKSŻ zadbałem, aby całość projektu przybrała odpowiednie ramy regulaminowe i starałem się być pomocny w trakcie sezonu.

Rewolucja z definicji oznacza szybką i gwałtowną zmianę
Sam pomysł, aby zawodnicy jechali na standardowych silnikach, nie jest niczym nowym. Mimo nieustannego rozwoju technologii, w żużlu nie chodzi o sukcesywne zwiększanie prędkości. Dla stworzenia atrakcyjnej rywalizacji nie trzeba mieć silników super wyżyłowanych, super skomplikowanych i super drogich.  W naszym zamyśle chodzi o widowisko, bezpieczeństwo i zmniejszenie kosztów.

W teorii jest to bardzo proste
- Udało się połączyć dwie koncepcje – marzyciela Mirka Dudka, który chce udowodnić  że żużel nie potrzebuje sprzętu porównywalnego z F1 firmy NICE, promującej rozwój młodzieży.  W chwili obecnej, widowiskowość, na którą składały się mijanki na torze, została wyparta przez wyścig tunerów.  W tym roku mieliśmy przykłady takich sytuacji, że zawodnik zmienił tunera i od razu poprawiły się jego wyniki. To idzie w złą stronę. Kolejny aspekt, to finanse. Tunerzy biorą za swoją pracę ogromne pieniądze. To wszystko kosztuje.
Druga strona koncepcji, to pojawienie się firmy Nice, która zgodziła się aby ich turnieje zostały rozgrywane na takim sprzęcie. Cykl tych spotkań, ma już swoją tradycję. Mowa o turniejach juniorskich, skierowanych w stronę młodzieży która dopiero zaczyna swoją przygodę z żużlem, aczkolwiek jest to niewątpliwie ważne i cenne dla tej grupy. Połączenie tych idei zaowocowało entuzjazmem, który nie zgasł pomimo pojawiających się na początku kłopotów.

Dobrego złe początki?
- Turniej w Krakowie nie przebiegł po naszej myśli. Okazało się, że silniki nie są dostatecznie dojrzałym produktem.  Paradoksalnie, stworzenie od początku czegoś, co już w żużlu było, wymaga pewnego nakładu pracy i określonej ewolucji. Bardzo się cieszę, że po tej wpadce Wojtek Jankowski i Nice nie porzucili tej idei, choć mieli do tego prawo. Zaczekali aż Jawa dopracuje konstrukcje i kolejne turnieje przyniosły progres a sprzęt spełnił pokładane w nim oczekiwania.

Silnik zaskoczył – nie tylko w znaczeniu metaforycznym
- Kolejne turnieje potwierdziły zasadność tej koncepcji. Rywalizacja, szczególnie na torze w Toruniu, była superfajna. Przyznam, że chyba właśnie tam odbyło się najlepsze ściganie.

Koncepcja się sprawdziła, silniki zostały solidnie przetestowane. Młodzi zawodnicy również mogli się sprawdzić. Skorzystali na tym wszyscy
- Grupa zawodników, która miała okazję startować na Jawach kilkukrotnie, chwaliła sobie ten sprzęt. Jeśli ktoś miał okazję widzieć te zawody na żywo, z pewnością dostrzegł, że nikt nie odpuszczał na torze. Juniorzy odebrali solidną lekcję: po pierwsze – politechnizacja. Między pierwszym a ostatnim turniejem można było zauważyć, jak wiele zawodnicy się nauczyli, jeśli chodzi o obsługę sprzętu.  Po drugie – zróżnicowanie między silnikiem dwu a czterozaworowym poniekąd wymusiło poświęcenia większej uwagi sprawom technicznym.  To są inne przełożenia, inne dysze, nieco inna specyfika jazdy. Po trzecie – silniki i oleje były udostępniane zawodnikom za darmo, co stanowiło niebagatelny plus projektu.

GKSŻ trzymała rękę na pulsie od początku
- Jesień ubiegłego roku przyniosła wiele pomysłów. Nie znalazły one jednak uznania wśród trenerów, którzy zwyczajnie obawiali się tego projektu. Praktyka pokazała, że początkowo te Jawy nie były przygotowane perfekcyjnie. Po wyeliminowaniu błędów, koncepcja się obroniła. Po ostatnich zawodach w Pile, możemy mówić o szczęśliwym finale. Już nikt nie mówi że sprzęt jest zły. Teraz, można wrócić do rozmów i pomyśleć nad szerzej zakrojonym planem. Osobiście czuwałem nad rozwojem i powodzeniem tej koncepcji, która uzyskała aprobatę Piotra Szymańskiego.

W rozmowie padło istotne stwierdzenie – obniżanie kosztów
- Pieniądze w żużlu nie rozkładają się równomiernie. Grupa czołowych 20-30 zawodników kasuje większość puli. Wszyscy wiemy, że w 2 lidze mamy biednych zawodników i zapewne żaden z nich nie ma przekonania, że jest właściwie opłacany za swoją pracę. Dlatego warto szukać pomysłów aby obniżać koszty. Być może jesteśmy na właściwej drodze.

22312005_1623118294414182_1379173097_o

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube