foto: Jarek Pabijanjarek.pabijan@wp.pltel +48 601 83 62 58
Pięciu zawodników powalczy o triumf
13 września 2017
foto: Jarek Pabijanjarek.pabijan@wp.pltel +48 601 83 62 58
U-21: Patrik Mikel z dziką kartą w Pardubicach
14 września 2017
Show all
_DSC1069
Turniej równych szans – tak w jednym zdaniu można opisać tegoroczną edycję Nice Cup 2017 2V. Pierwsze odsłony cyklu, nie napawały optymizmem. Z jednej strony pojawiła się idea, która miała wyrównać szanse młodych zawodników. Z drugiej strony, jak przy każdej małej rewolucji, nie obyło się bez drobnych kłopotów. W tym wypadku technicznych. Toruńska odsłona Nice Cup 2017 2V, odsłoniła bezchmurne niebo, wpuszczając na tor sporo promieni napawających na przyszłość optymizmem.

Idea cyklu zakłada, że każdy ze startujących zawodników otrzymuje bezpłatnie od organizatorów silnik Jawa 500cc 2V wraz z gaźnikiem. Silniki przed każdym turniejem są wybierane przez zawodników drogą losowania.
Nie warto obracać się na poprzednie miesiące i doszukiwać się problemów, które przytrafiły się organizatorom. Należy wziąć poprawkę, że wprowadzanie na rynek czegoś nowego, zawsze wiąże się z ryzykiem. Ryzyko ponosili wszyscy: Wojciech Jankowski – pomysłodawca i organizator samego cyklu. Mirosław Dudek – konstruktor i dealer Jawy. Stanislav Diatka – właściciel czeskiej fabryki. Oraz Marek Wojaczek – delegat GKSŻ, który czuwał nad tym, aby całą ideę dopiąć na ostatni guzik. –Wraz z Przewodniczącym GKSŻ od samego początku wspieram ideę rywalizacji na standardowych silnikach, która pozwala zawodnikom wykazać się pełnią umiejętności. Cieszę się, że udało się nam połączyć działania firmy Promex i Nice w nowy rodzaj ścigania, czemu nadałem wymiar regulaminowy. Z przyjemnością oglądałem walkę młodych zawodników na torze w Toruniu, co było potwierdzeniem sensowności pomysłu. Pracujemy nad rozwojem tej koncepcji w kolejnym roku – skomentował były sędzia.

Mirosław Dudek, jak mantrę powtarza, że zwiększająca się sukcesywnie prędkość, nie jest dobrym kierunkiem dla rozwoju czarnego sportu: – Od początku powtarzam, że ideą tych silników nie jest prędkość, lecz bezpieczeństwo, wyrównanie szans oraz obniżenie kosztów. W Toruniu był bardzo dobrze przygotowany tor, dzięki czemu widzieliśmy wiele dobrych akcji. W Bydgoszczy było podobnie. Silniki sprawdziły się fajnie. Rozmawiałem  z wieloma zawodnikami, którzy chwalili sobie jazdę na silnikach Jawy.  Mirek Kowalik może potwierdzić, że ani jednego zawodnika nie podniosło w trakcie jazdy. Świadczy to o ich większej sterowalności. Więc  z zawodów na zawody mamy potwierdzenie, że ten pomysł się sprawdza.

Wojciech Jankowski również wydaje się być zadowolony z obecnej formy zawodów: –Pomysł jest interesujący i na pewien sposób rewolucyjny. Musieliśmy dopracować problemy techniczne i kiedy udało się zapanować nad tym problemem, można było dostrzec, że od pewnego momentu zawodów to od samych zawodników, oraz ich umiejętności, zależała kolejność na mecie. Maszyny są wolniejsze, ale wszyscy mają równe szanse.  Jeśli będziemy mieli 100% pewności co do partnera technologicznego, będziemy kontynuować zawody w takiej właśnie formie.  Idea zawodów na Jawach 2V może rozwijać się niezależnie od mainstreamowego żużla. Zupełnie obok elity. Na zasadzie oddzielnej klasy, taki „drugi żużel”. Tak jak w przypadku innych motosportów, gdzie funkcjonuje podział. To trochę naturalne, że środowisko jest mocno konserwatywne i każda zmiana technologiczna jest przyjmowana z rezerwą. W początkowej fazie mieliśmy trochę problemów. Teraz już widać poprawę. Nie jest idealnie, jednak na wyciąganie większych wniosków przyjdzie czas po zakończeniu sezonu.
Wielu młodych zawodników uważało, że mniejsza prędkość osiągania przez Jawy nie jest ich atutem. W tym wypadku należy wrócić kilka linijek wyżej, aby ponownie przeczytać słowa Dudka. Juniorzy, którzy traktują turniej jako niezły trening a nie wyścig z czasem, chwalą sobie takie rozwiązanie. – Może te silniki są wolniejsze, ale z całą pewnością bezpieczniejsze.  Łagodniej się prowadzi motocykl. Na tych zawodach poziom jest bardzo wyrównany – trzeba się napracować, aby kogoś wyprzedzić. To jest duży plus, że wszyscy mamy równe szanse – mówi Jarosław Krzywosz.

Innowacyjnie na Motoarenie
Podczas toruńskiej odsłony cyklu, na linii startu zameldowały się nie tylko Jawy. Rywalizowali również zawodnicy na silnikach Marcela Gerharda. 4 wyścigi z udziałem 4 zawodników nie były jednak klasyfikowane w turnieju. Mirosław Dudek, z szacunkiem wypowiada się o pomysłach Gerharda, jednak nie ukrywa, że sam szuka nieco innej drogi
– Wizualnie czy słuchowo, nie ma różnicy między Jawą a GTRem. Nie mogą jednak stanąć koło siebie pod taśmą, bo to zupełnie dwie różne bajki. Zacznijmy od podstawowej różnicy, że silniki Jawy to dwuzaworówki a GTR posiada cztery zawory. To też zupełnie inny moment obrotwy. Bardzo szanuje Marcela i jesteśmy kolegami, jednak każdy z nasz szuka swojej drogi.  Wymieniamy się doświadczeniami i uwagami. Może kiedyś będzie nam po drodze. Tego nie wykluczam, bo trzeba mieć otwartą głowę na postęp.
Wojciech Jankowski dodaje: – Z mojego punktu widzenia, nie ma znaczenia, jak logowany jest ten silnik. Dla mnie, jako organizatora najważniejsze jest poczucie, że zawodnicy wiedzą, że mają równe szanse. Dlatego testujemy różne rozwiązania i szukamy partnera, który jest godny zaufania. Godny zaufania nie znaczy najszybszy. Godny zaufania znaczy bezawaryjny.

Toruńskie pokazy uzupełniły wyjazdy na tor zawodników w klasie 250 cc, którzy korzystają z okazji, aby móc potrenować oraz podpatrzeć starszych kolegów.

Agnieszka Ratowska

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube