Pogorzelski był legendarnym zawodnikiem i pierwszym amantem w Gorzowie

12374787_933772856659744_5701396883088868757_o
W Gorzowie odsłonięto tablicę Andrzeja Pogorzelskiego
18 grudnia 2015
pzm
O kartkach będzie rozmowa przed sezonem
19 grudnia 2015
Show all

Pogorzelski był legendarnym zawodnikiem i pierwszym amantem w Gorzowie

cieslak

Marek Cieślak przedstawia legendy polskiego żużla. Tym razem pisze o człowieku ze Stali, Andrzeju Pogorzelskim.

Andrzej Pogorzelski, ksywa Pogorzela, kiedy w 1966 roku zaczynałem karierę był już zawodnikiem legendarnym. To był ktoś.

Pochodzi z Leszna i tam też zaczynał karierę. Później spędził kilka sezonów w Starcie Gniezno, następnie bodaj 10 lat w Stali Gorzów, i to był jego najlepszy okres, na na ostatnie dwa sezony kariery wrócił do Unii.

Dla mnie to on jest jednym z tych wielkich, co nigdy nie zdobyli tytułu mistrza Polski. Był 3-krotnym brązowym medalistą, ale złota nigdy nie wywalczył, choć wielokrotnie był najlepszy w Polsce. I sukcesów miał sporo. Był 3-krotnym Drużynowym Mistrzem Świata, raz zdobył srebro, wygrał Złoty Kask, a jeszcze ze dwa razy był w trójce bardzo prestiżowego kiedyś turnieju. Był też 4-krotnym finalistą Indywidualnych Mistrzostw Świata. Co prawda nie zbliżył się do strefy medalowej, lubiały go miejsca koło dziesiątego, ale i tak uważam, że Pogorzelski to była firma.

Jak na żużlowca był wysoki. Przy tym był bardzo szczupły, miał czarną czuprynę, słowem był kiedyś bardzo przystojnym facetem. Legendy głosiły, że dziewczyny musiały się do niego zapisywać w kolejce do notesu. Swego czasu był pierwszym amantem w Gorzowie, co tylko potwierdza moje słowa o tym, że był przystojny. No, a że cały Gorzów chodził na żużel to miał wielkie wzięcie. Uwagę zwracała też jego sylwetka w trakcie jazdy. Pięknie jechał. To był taki nowoczesny styl, ciągnął nogę po torze z tyłu motocykla. I miał swojego sobowtóra w drużynie Stali. To był Rysiek Dziatkowiak, który miał podobną budowę ciała. Jak jechali w dwójkę to tak jakby człowiek dwa klony na torze widział. Dziatkowiak mocno naśladował mistrza Pogorzelskiego, więc byli nie do odróżnienia.

Miałem to szczęście, że z wielkim Andrzejem Pogorzelskim spotkałem się na torze i wygrałem. W 1969 roku, w meczu Włókniarza ze Stalą w Częstochowie, ścigaliśmy się dwa razy. To były biegi 11. i 13. Dwa razy z nim wygrałem i to było coś, bo ja wtedy miałem 19 lat. Uciekłem ze startu i po samych dechach mknąłem do przodu. On siedział mi na plecach, atakował, ale nie dał rady mnie minąć. A jak się wygrało z kimś takim jak Pogorzelski to człowiek był w siódmym niebie. Dodam, że najlepsze dla Pogorzelskiego były lata 60-te. Wtedy to była klasa światowa. Miał pewne miejsce w reprezentacji. W 69 roku został powołany już jako rezerwowy, ale to i tak była wielka nobilitacja i świadczyło to o jego wielkiej klasie.

Pogorzelski był świetnym trenerem i miał olbrzymie zasługi. Jak w Gorzowie pracował to spod jego ręki wyszła grupa bardzo utalentowanych chłopców, jak Nowak, Fabiszewski, Plech i chyba także Rembas. Wielu ich było. Ja pamiętam, jak kiedyś przyjechałem na Srebrny Kask do Gorzowa. To był mój pierwszy wygrany turniej, w dodatku z kompletem punktów. Wtedy Andrzej chodził po parkingu i doradzał. Przed decydującym wyścigiem przyszedł do mnie. Ja już siedziałem na motocyklu, a on mi tłumaczył jakie są możliwe warianty. Mówił co mam zrobić przy wygranym starcie, a co przy przegranym. To mi utkwiło w pamięci, bo moim głównym konkurentem był Rysiek Dziatkowiak, którego trenerem był właśnie Pogorzelski. W tym ostatnim biegu jechałem z czwartego pola i wygrałem, a wszystko co mówił Pogorzelski sprawdziło się.

Spotykaliśmy się z Pogorzelskim na obozach kadry. To był gość z dużą charyzmą, któremu nie dało się wejść na głowę. To był pan Andrzej Pogorzelski. Fajnie się do młodych odnosił, ale umiał trzymać dystans. Na początku lat 80-tych chodziliśmy razem na studium trenerskie na AWF we Wrocławiu. Dwa lata to trwało. Dla mnie to była przyjemność. Szczerze, to ja nawet nie wiem czy jestem z nim na „ty”, czy na „Pan”. Dawno się już nie widzieliśmy. Dziś to już jest starszy pan z rocznika 1939. Już ma 76 lat i mieszka w Gnieźnie. Trzeba jednak pamiętać, że to jest kawał historii polskiego żużla i jedna z legend lat 60-tych, kiedy byliśmy naprawdę mocni. Pogorzelski w pełni zasłużył na to, żeby mieć swoją tablicę w Gorzowie. Ze Stalą zdobył wiele medali. Miał też nosa jako trener. Ktoś powie, że wszystko jest kwestią materiału, ale nawet z tym najbardziej zdolnym trzeba wiedzieć co zrobić.

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube