Wspomnienie Krystiana Rempały. „Ufam Bogu i wierzę, że tak miało być”

14520535_1560235527335776_1109891578138272083_n
Od 1 listopada rozpoczyna się okres transferowy. Rusza akcja #NadlatujeOrzeł!
31 października 2016
pzm
Kluby poznały zmiany w regulaminach
1 listopada 2016
Show all

Wspomnienie Krystiana Rempały. „Ufam Bogu i wierzę, że tak miało być”

krempala3687 kopia

– Dla mnie to wszystko było tym bardziej przerażające, że sam mam syna Krystiana. Jeszcze przez długi czas, ciężko mi było wołać syna po imieniu – Paweł Baran, trener Unii Tarnów, wspomina śmierć Krystiana Rempały, która w maju zszokowała cały żużlowy świat. Odszedł z tego świata młodo, zdecydowanie zbyt młodo. Miał ledwie 18 lat.

To miał być zwykły, ligowy mecz. 22 maja 2016 roku Krystian Rempała przyjechał ze swoją Unią Tarnów do Rybnika. – Wszystko było jak zawsze. Przyjechał, uśmiechnął się, przywitał. Wyszliśmy razem na obchód toru – wspomina Paweł Baran, trener Unii Tarnów. – Pamiętam, że zamieniliśmy kilka zdań. Potem była wspólna odprawa z całą drużyną i wreszcie ten feralny drugi bieg. Podszedłem do niego, kiedy siedział już na motocyklu, klepnąłem, życzyłem powodzenia. To był nasz ostatni kontakt – dodaje tarnowski szkoleniowiec.

Rempała stanął na starcie biegu młodzieżowego. W pierwszy wiraż wjechał na trzeciej pozycji. Nagle jednak panowanie nad motocyklem stracił jadący nieco z tyłu Kacper Woryna. Motor rywala uderzył w zawodnika Unii, któremu zerwało kask z głowy i z pełnym impetem, ze sporej wysokości, spadł twarzą na tor. Doznał poważnego urazu głowy. Stracił przytomność. Stwierdzono obrzęk oraz krwiaka mózgu. – Tej chwili nigdy nie zapomnę. Biegłem do niego razem z jego ojcem Jackiem. Byłem przy nich obu. Patrzyłem jak służby medyczne udzielają mu pomocy. Nie chcę o tym mówić. To było przerażające – opowiada Baran.

Żużlowca szybko przewieziono do szpitala w Jastrzębiu-Zdroju. Rozpoczęła się rozpaczliwa walka o jego życie. – Po przerwanym meczu pojechałem do szpitala. Starałem się wspierać Krystiana i jego rodzinę. Byłem tam też w sobotę – mówi 33-letni trener.

W sobotę – 28 maja – żużlowy świat pogrążył się w smutku. Krystian Rempała przegrał walkę o życie. Miał tylko 18 lat. W hołdzie pamięci żużlowca PGE Ekstraliga i Nice PLŻ odwołały całą, zaplanowaną na następny dzień, ligową kolejkę.

3 czerwca odbył się pogrzeb. Rodzina, bliscy, kibice, koledzy z drużyny i delegacje klubów z całej Polski (na czele z Tomaszem Gollobem) wypełniły kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Polski w Mościcach. Mnóstwo osób zgromadziło się też wokół świątyni. Takich tłumów Tarnów nie widział już dawno. Trumna z ciałem Krystiana, z przytwierdzonym do niej żółtym kaskiem, złożona została do grobu przy ryku żużlowych motocykli. Kibice odpalili race. Łzy same cisnęły się do oczu. – Dla mnie to wszystko było tym bardziej przerażające, że sam mam syna Krystiana. Jeszcze przez długi czas później, ciężko mi było wołać syna po imieniu – mówi Baran.

– Krystiana Rempałę zapamiętam jako sympatycznego, poukładanego chłopaka. Mówili, że się nie uśmiechał, ale tak nie było. Ja miałem z nim fajny kontakt. Zdarzyło nam się pożartować – wspomina. – Znałem go od kiedy był małym chłopczykiem. Dokładnego momentu sobie nie przypomnę. Jacek zabierał go na mecze, na zgrupowania. Krystian chłonął żużel od małego – dodaje trener.

Po śmierci zawodnika pojawiły się krzywdzące opinie, że on wcale za żużlem nie przepadał, że do tego sportu pchała go rodzina, a wielkim talentem wcale nie był. – To nieprawda. Krystian był niesamowicie utalentowany do sportu w ogóle. Świetnie jeździł na deskorolce, na rowerach bmx, na pit bike’ach.  A żużel kochał. Był bardzo pracowity. Sporo chciał w tym sporcie osiągnąć. Sukcesy? Niektórzy sobie myślą, że jak się ma talent, to od razu można wygrywać wszystkie biegi. To nie tak. Trzeba dużo pracować, swój talent rozwijać. Krystian w wieku 17 lat był już powoływany do kadry młodzieżowej. Z reprezentacją Polski juniorów zdobył w 2015 roku mistrzostwo Europy. W sezonie 2016 w lidze zdołał odjechać tylko cztery mecze i w tym spotkaniach miał już trzech mistrzów świata na rozkładzie! Grega Hancocka i Chrisa Holdera pokonał w Toruniu, a Taia Woffindena u siebie w Tarnowie. On się świetnie odnajdywał w tym sporcie. Znakomicie czuł się na motocyklu – przypomina Baran.

Tragedia Rempały mocno odbiła się na trenerze i na całej drużynie Unii, która zajęła w rozgrywkach ostatnie miejsce i spadła z PGE Ekstraligi. – Nie chcę szukać taniego usprawiedliwienia. Wszyscy jednak ogromnie to przeżyli, ciężko było skupić się na normalnej pracy. Czasu się nie zatrzyma, nie cofnie. Nikt tego nie zweryfikuje, ale jestem przekonany, że gdyby Krystian był z nami cały sezon, to osiągnęlibyśmy znacznie więcej – przyznaje.

Szkoleniowiec tarnowskiej Unii wybiera się dziś na cmentarz by odwiedzić grób Krystiana. – Dziś i nie tylko dziś – dodaje.

Gdy odchodzi tak młody człowiek pełen planów, marzeń, z całym życiem przed sobą, to wszyscy zadają sobie pytanie. Czy tak musiało być? – Jestem katolikiem. Ufam Bogu i wierzę, że tak miało być. Że to wszystko miało jakiś głębszy sens i trzeba się z tym pogodzić. Chociaż jest ciężko się z tym pogodzić – przyznaje.

Źródło: www.speedway24.com

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube