ŻUŻLOWE TANGO CUGOWSKIEGO. Moi idole. Pianino Szwendrowskiego

polny9724
Siódemka finałów Macieja Polnego: Ostrovia odrobi stratę z Łotwy
21 września 2015
ZAPO_IMSJ kopia
Retransmisja z finału IMŚJ w Pardubicach
22 września 2015
Show all

ŻUŻLOWE TANGO CUGOWSKIEGO. Moi idole. Pianino Szwendrowskiego

cugowski

Jak byłem dzieckiem to moim idolem był Włodzimierz Szwendrowski. W latach 50-tych to był absolutnie najlepszy zawodnik.

Lublin na jego punkcie szalał, choć on jeździł w tym klubie krótko. Później zmienił barwy, jeździł w Ogniwie Bytom i Tramwajarzu Łódź. W każdym razie był jednym z tych zawodników, o których krążyły legendy. To były takie opowieści z trzeciej ręki, bo telewizji wtedy nie było i szczęśliwy był ten, kto mógł zobaczyć Szwendrowskiego na żywo.

On był wyjątkowy chociażby z tego względu, że jako pierwszy Polak pokonał słynnego Petera Cravena. Wygrał też z Briggsem i Fundinem, innymi wielkimi sławami światowego speedway’a. W Plebiscycie Przeglądu Sportowego w 1956 roku zajął 11 miejsce. Swego czasu wygrał też jeden z żużlowych plebiscytów na zawodnika 50-lecia. Pamiętam, że kiedyś miał jakiś epizod drogowy, kogoś potrącił i za karę został trenerem Związku Radzieckiego.

Pana Włodzimierza na żywo widziałem dwa razy, kiedy już jeździł w Tramwajarzu. Na obu tych spotkaniach byłem z ojcem. Były to oczywiście domowe mecze Lublina, który miał przyzwoitą drużynę z Pruchniakiem i Staweckim. Miałem kiedyś taki epizod z żużlowym motocyklem. Przejechałem parę kółek. Wtedy korzystałem ze skóry Staweckiego, który był słusznych rozmiarów i tylko jego kostium mi pasował. To była jeszcze taka starożytna, czarna skóra.

Z moim pierwszym idolem jest też związana taka żużlowo-muzyczna historia. Właściwie to moi rodzice mieli z nim bardzo śmieszny i symptomatyczny epizod. Otóż w 57 roku kupili od niego pianino. Ja wtedy szedłem do szkoły muzycznej i z tego pianina korzystałem. W transakcji nie uczestniczyłem, ale tak oto w moich związkach z muzyką pojawił się żużlowy element.

Szwendrowskiego poznałem osobiście w czasach współczesnych. Mieszkał w Lublinie, więc w końcu na siebie wpadliśmy. Już nie żyje, ale cieszę się, że po wielu, wielu latach mogłem się z nim spotkać, uścisnąć dłoń i powspominać czasy, kiedy zawodnicy startowali na „gumę od majtek”. Tak było. Siedział pan, który na znak sędziego puszczał gumę i to miało swoje plusy, bo nie było czegoś takiego jak awaria maszyny startowej.

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube