Żużlowe Tango. Jak się igra ze śmiercią, to trzeba wypić kielicha

10622899_1359193374105312_6442847255255302599_n
Jaskółki z nową nazwą drużyny!
29 stycznia 2017
ReprezentacjaPolski
Z życia Sports Managera (7)
30 stycznia 2017
Show all

Żużlowe Tango. Jak się igra ze śmiercią, to trzeba wypić kielicha

cugowski

Czytam Rafała Szombierskiego i biję brawo, bo on mówi całą prawdę o trudnym i niebezpiecznym sporcie, jakim jest żużel. Niektórzy to igranie ze śmiercią muszą odreagować pijąc wódkę – pisze Krzysztof Cugowski.

Są żużlowcy, którzy opowiedzą o tym sporcie bez ściemy. Nie fałszują wizerunku, nie robią z siebie półbogów, nie mówią, że są odporni na wszystko. Słuchając ich wiemy, że zawodnik nie ma klawego życia, że machanie nóżkami na Malediwach jest tylko częścią prawdy. Taki ktoś, jak Rafał Szombierski mówiąc otwarcie o piciu, paleniu i różnych używkach odsłania kulisy i całe to pijarowe oszukaństwo. Bo większość żużlowców, to są świetnie opakowane produkty. Problem w tym, że jak się odwinie papierek, to można zobaczyć gościa, który balansuje na granicy śmierci, a potem idzie w tango i pije, żeby jakoś to wszystko odreagować.

Mnie opowieść Szombierskiego nie szokuje. Dla mnie, to co on mówi, jest naturalne. Żużlowcy, to przecież tylko ludzie. Każdy z nich ma inną psychikę. Nie wszyscy są silni. Znamy doskonale przykłady specjalistów od jazdy w lewo, u których psychika nie szła w parze z całą resztą. Oni odchodzili z tego świata. Często ich nieszczęście rozgrywało się na naszych oczach.

Patrzę na żużel od dziecka. Miałem też okazję przejechać się na motocyklu. Uważam, że dopiero wtedy, po takiej przejażdżce, człowiek pojmuje o co w tym sporcie chodzi. Patrząc z trybun widzi się równy tor. Człowiek nawet dziwi się czasami, że kogoś pociągnie. Jeżdżąc na żużlowej nawierzchni przekonałem się, że to jest kartoflisko, pełne dziur, ścieżek, pułapek i kolein. Jechałem po tym czymś bardzo wolno, ale i tak strasznie bolały mnie ręce. Po takim czymś rozumiem, co mówi do mnie Szombierski. On musi się napić, musi walnąć kielicha, bo wtedy jest mu łatwiej wrócić do normalnego życia.

Stres w żużlu jest według mnie ogromny. Każdy bieg, nawet ten treningowy, to igranie z losem. A już jazda na pełnym gazie, ściganie się z rywalami, to absolutne wariactwo. I trzeba sobie zdać sprawę z tego, że im niższa liga, tym gorzej, tym kartoflisko większe. Jak sobie myślę o tych wszystkich dżentelmenach uprawiających ten sport, to dziwiłbym się, gdyby jeden nie palił, a drugi nie pił. I nie mówmy o braku profesjonalizmu. Na akcję na torze, musi być reakcja. Człowiek żyjący w permanentnym stresie musi mieć jakiś wentyl bezpieczeństwa. Są tacy, którzy mówią, że się nie boją, że nie muszą odreagowywać. Nie wierzę im. Tylko głupek się nie boi.

Dodaj komentarz

  • Facebook
  • Twitter
  • YouTube