Debiutant w Grand Prix w polskiej kadrze. „Takie wyzwania dodają skrzydeł”

– To będzie absolutnie wyjątkowe wydarzenie i myślę, że może przejść do historii polskiego żużla – mówi o finale DPŚ na PGE Narodowym Kacper Woryna. Z debiutantem w Grand Prix rozmawiamy o sezonie 2026, który będzie najważniejszym w jego dotychczasowej karierze.

Zmieniłeś klub, jedziesz w Grand Prix, jesteś w reprezentacji Polski i masz szansę pojechać w finale DPŚ na PGE Narodowym. Wyliczanka pokazuje, że 2026 będzie najważniejszym sezonem w Twojej dotychczasowej karierze? Jakie myśli chodzą ci po głowie, jakie masz marzenia z tym związane, czego sam od siebie oczekujesz?

– Sport nauczył mnie, że przyszłość buduje się w ciszy, a nie w nagłówkach. Faktem jest, że przede mną duże zmiany i nowe wyzwania, ale to nie zmienia faktu, że każdego dnia trzeba wykonać swoją pracę. Marzenia są ważne, tylko że one same nie wygrywają biegów. Staram się nie żyć przyszłością. Przeszedłem w karierze różne momenty i wiem, że nic nie jest dane z góry. Dziś bardziej doceniam samą drogę niż pojedyncze sukcesy. Chcę po prostu mieć poczucie, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy.

Jak pytaliśmy trenera Marka Cieślaka o twoje szanse w Grand Prix, to stwierdził, że jesteś nerwusem i dodał, że wszystko zależy od tego, czy uda ci się nad tym zapanować. Jak trafna jest ta diagnoza twojej osoby i twoich szans?

– Emocje zawsze były moją mocną stroną, ale też czasem przeszkodą. Z wiekiem nauczyłem się je lepiej kontrolować i przekuwać w koncentrację. W Grand Prix bez chłodnej głowy nie ma jazdy, więc to jeden z elementów, nad którym pracuję.

Wielu ekspertów jest zdania, że przenosiny do Motoru Lublin i jazda w jednej drużynie z Bartoszem Zmarzlikiem może ci pomóc, bo sama obserwacja tego, co robi 6-krotny mistrz świata, będzie dla ciebie wielką nauką. Zgodziłbyś się z tym? Masz jakieś oczekiwania związane z jazdą w jednej drużynie ze Zmarzlikiem? A może Bartek już obiecał ci pomoc?

– Na pewno to ogromna wartość móc być w jednej drużynie z sześciokrotnym mistrzem świata. Mogłem tego doświadczyć, startując wspólnie w lidze szwedzkiej. Sama obserwacja Bartka w parku maszyn i na torze daje dużo. Nie mamy żadnych „układów”, ale Bartek zawsze jest otwarty na rozmowę i podpowiedzi.

Czy miałeś już okazję porozmawiać z nowym trenerem kadry Stanisławem Chomskim? Co o nim w ogóle sądzisz? Czego od niego oczekujesz? Czy chciałbyś, żeby pomagał ci w Grand Prix?

– Znamy się, miałem okazję podpatrzeć, jak prowadzi zazwyczaj drużynę przeciwną. To trener z ogromnym doświadczeniem i spokojem, który potrafi poukładać drużynę. Jeśli będzie możliwość współpracy także przy Grand Prix, to oczywiście chętnie przyjmę wszelkie rady.

Czwórka z Grand Prix, czyli ty, Zmarzlik, Kubera i Dudek, to tacy naturalni kandydaci do występu w finale DPŚ na PGE Narodowym. Ta myśl paraliżuje, czy dodaje skrzydeł? 

– Nie sądzę, że jesteśmy naturalnym wyborem. Kadra jest szeroka, a DPŚ odbywa się w takim momencie sezonu, który na pewno ułatwi trenerowi selekcję. Oczywiście chciałbym w tym gronie się znaleźć i będę na to pracować. Dla mnie to raczej dodatkowa motywacja niż paraliż. Sam fakt, że mógłbym być brany pod uwagę do takiego startu, jest już wyróżnieniem. Każdy z nas wie, jaka to odpowiedzialność, ale też ogromna szansa. Takie wyzwania raczej dodają skrzydeł.

Co w ogóle sądzisz o DPŚ na PGE Narodowym? Czy to będzie najważniejsza impreza żużlowa XXI wieku? Jakie mamy w niej szanse, skoro tor jest sztuczny, a nie mamy specjalistów od takich nawierzchni? Chyba że ty się za takiego uważasz? Jeździłeś na jednodniowym torze na Stadionie Śląskim.

– To będzie absolutnie wyjątkowe wydarzenie i myślę, że może przejść do historii polskiego żużla. Sztuczny tor to zawsze niewiadoma, ale wszyscy będą mieli takie same warunki. Jeździłem już na Stadionie Śląskim, więc jakieś doświadczenie z jednodniową nawierzchnią mam. Nie nazwałbym się jednak specjalistą, ale też nie uważam, że inne drużyny, takich mają. Polska kadra ma za to specjalistę od wygrywania, więc na pewno szanse mamy spore.

Czy w związku z dużą liczbą wyzwań szykujesz coś ekstra na ten sezon, czy też wszystko pójdzie sprawdzonym schematem z poprzednich lat?

– Rewolucji nie planuję, bo sprawdzone schematy też mają swoją wartość. Jest jednak trochę więcej pracy nad przygotowaniem mentalnym i fizycznym, bo sezon zapowiada się bardzo intensywnie. Chcę być gotowy na każdy weekend, niezależnie od miejsca i rangi zawodów.